poniedziałek, 9 stycznia 2017

Psychiczna intensyfikacja zdarzeniowości





Od zarania mam tak, jak pewnie większość istot ludzkich, tak że "zdarzyło się", "coś się dzieje", "jest ciekawie", gdy rzeczywiście dzieje się coś ważnego dla bytu dni nadchodzących przynajmniej tych najbliższych. Czyli "przygoda" , "wydarzenie" w tych dziecięcych zachłannych lekturach przygód egzotycznych, szkolnych, fantastycznych, znaczyło mniej więcej to co było w czytanych książkach tymże, prawdziwą przygodą. Byłem w dużym stopniu przez to dziecięcym fantastą, nie zadowalałem się byle faktem.
A tu dzisiaj podejście dla mnie nowe i psychologicznie bardzo pozytywne: już odczuwam jego podnoszące na duchu rezultaty. Czyż zdarzeniem - i to na dodatek zdarzeniem ważnym - nie jest każda chwila teraźniejsza, każda myśl, fantazja, cokolwiek innego. O to się zdarzyło! mówię sobie po jakichś przemyśleniach chwilowych, O to mi się wydarzyło! mówię choćby po zjedzeniu kolacji. Zmiana nastawienia do swego wnętrza natychmiastowa. Po co ta chciwość życia, w dodatku teraz gdy życie moje zakuło się w marazmie przymusowym. O to się dzieje! To i to... i to.  A pamięć ulotna zachowuje migawki, świadomość błąka się po tej punktowej teraźniejszości. Podejście bardzo przydatne, psychiczność człowieka nie jest faktograficzna a raczej dynamiczna, energetyczno-informacyjna, nie zawiera się w tak-nie, jest raczej mgła, dążenie, niepewność, nawet samego sposobu istnienia siebie.

Pole morfogenetyczne.

Atomizm bez wątpienia jakoś istniejący, czy na podwalinach informacyjności, czy nie, jakoś istniejący, niekoniecznie atomowo.


środa, 27 stycznia 2016

opowieść fantasy 1 fragment, będą kolejne w miarę pisania, ot taka zabawka...

***

Pamiętny! w dzień ten szczególny (będący bowiem początkiem nowej historii planety) i straszny (będący bowiem początkiem okrutnej przemiany) biała wróżka Addelayda natknęła się na jerdnorożca Poetę Saggitariusa u stóp wodospadu Niar w lesie Segou.
Saggitarius pisał właśnie poemat na wodzie rzeki Niar.
Addelayda rzekła mu z melodią snu tego dnia, w narzeczu rozumianym tylko przez czyste nieskażone złem i smutkiem kreatury:
- Delikatny Poeto Leśnych Polan i Strumyków jakże pięknie Cię poznać! Wprawdzie nie wiem jakie nosisz imię od narodzin dane Ci przez bogów za pośrednictwem twej matki, ale to nie przeszkodzi mi zaufać Ci we wszystkim.
Widząc że Saggitarius nie oderwał myśli od poematu pisanego na wodzie Niar, tam gdzie wodospad zmienia uczucia na uspokojone, Addelayda pochyliła twarz w zamyśleniu i wyszeptała cichutko:
- Nie śmiem zakłócać rytmu twej lirycznej świadomości, czy wniknąć w nią - co potrafię zrobić - by poznać bezpośrednio twego miłosnego ducha.
- Nie wiem jakie nosisz imię, ten znak, potrafię w nim rozpoznać twoje przeznaczenie. Być może twoim przeznaczeniem jest wieczność. Chcę tego!  Mimo bajań leniwych duszków, to największe dostępne w tym systemie możliwości, w jakim zbudowane są nasz i bliskie naszemu światy, największe szczęście.
- O tak wiem jaka myśl Cię obudzi na mnie: szczęście.
I Addelayda uciszyła wodospad i rzekła głośno patrząc na Saggitariusa z pewnością najpiękniejszej decyzji:
- Szczęście.
Jednorożec nie podniósł głowy, a jednak, a jednak wyszeptał:
- Jak to jest że nie skończyłem poematu a mimo to go skończyłem.
I zamyślił się nad tym uduchowionym konstruktem. Popadł w tej chwili w boską medytację, znieruchomiał, i oślepł.
Addelayda ujrzała tą scenę z boku i zawstydziła się że nie ma wyboru.
- Który bóg to wymyślił - mruknęła niechętnie - nie mam decyzji, muszę porozmawiać z bogiem który mnie kocha.
- Ty, Poeto, szczęście.
No tak, Saggitarius opamiętał się na ten znak, mądry dla niego, dla Addelaydy odrębny. Zwrócił twarz (czy Saggitarius miał twarz, ci którzy go znali mówili że to twarz, więc słuchajmy ich, bo ci którzy go spotkali byli drugimi szczęściarzami po bogach, a jak drugi szczęściarz tego świata ma się mylić) na Addelayde i znów zastygł w bezruchu, bowiem jego duch potrzebował teraz medytacji by przyjął tyle - aż tyle - nowości. Wielowarstwowa Addelayda była bowiem nieprzypadkowo kochana przez tą jaźń boską ogarniającą całą teraźniejszość i przeszłość i zarodki przyszłości, tego systemu który był nawet jego stwórcą, był synem który przerósł ojca bowiem zaistniał doskonalej niż to w czym istnieje jego wieczność.

środa, 13 stycznia 2016

Rzucam ten geniusz tutaj po latach....

Rojenia pewnego młodzieńca (Mój raj) 

A gdy będę stary, tak stary, że nic nie czeka i nic już nie warto, założę na peryferiach, gdzie ziemia niczyja, wielki ogród z wieloma drzewami, a na bramie wywieszę tablicę "Wstęp tylko dla zakochanych". W tym wyśnionym ogrodzie zakochanym parom będę sprzedawał bukiety, jeżdżąc wózkiem lodziarskim, błyszczącym straganie, a zamiast lodów znajdą się dalie, rodendrony, fiołki i oczywiście stokrotki, ich będzie najwięcej, splecione w małe wiązanki przypomną zawsze moim zakochanym o ulotności, delikatności, potrzebie i zmyśle pielęgnacji jakiej wymaga miłość. Ja sam - człowiek wtedy stary, do miłości niezdolny, będę się mógł przynajmniej delektować widokiem młodych niewinnych par, przysłuchiwać się ich wyznaniom, sypać z rękawa mądrymi przepowiedniami i pilnie baczyć na rozwijający się wątek ich uczucia.
Na każdej bramie ogrodu, a bramy będą trzy, jak trójca przenajświętsza, albo cztery, jak czterech archaniołów, rozkażę wykuć tajemne znaki tai-chi, znaczące w chińszczyźnie związanie wieczne dwóch płci, a żeby wszystko było jasne dla umysłów ludzi pospolitych, powywieszam wszędzie małe blaszane serduszka. Już siebie widzę ze ścierką jak je na glanc pucuje. W ogrodzie będą rosły wszelkie drzewa owocowe. Śliwy, grusze, jabłonie, wiśnie o cieknących krwistym sokiem owocach i brzoskwinie nabrzmiałe pod naporem pestek. Starczy dla każdego. Młode pary dzielić się będą jednym jabłkiem, jak to już kiedyś bywało, będą jadać gruszki z dwóch stron jednocześnie trzymając z góry za szypułkę.
Wszystko będzie doskonale, szczęśliwie i z rozmysłem urządzone. Latarnie tak poustawiam, by ich światło w nocy układało się na kształt litery M, jak lądowisko dla aniołów, albo dla bożka miłości. A gdyby przyszła ochota na grzybobranie, ja który wiatry wezmę w posiadanie, ześlę deszcz słodki, pachnący różami, by grzyby pachniały razem z kochankami, i podziurawię wszystkie parasole, by jak przystało pod drzewami kryli się niewinni moi zakochani.
Zaproszę w gości wszystkie tutejsze Laury, Echa, Izoldy, Filony, Dyjany, Hanki, Julie, Romea, Małgosie, Marciny i Beatrycze. Przechadzać się będą krętymi alejkami zatopieni w wyznaniach. Ławki będą nie inne jak zielone, bo zieleń to kolor nadziei. Trawa zaś na polanach będzie miękka jak wspomnienie, w każdy następny dzień im przypomni, gdzie były ich chwile upojne. Czasem dla zabawy z samolotów rozkażę sypać deszcze płatków kwietnych. Dziewczęta będą się stroić w wianki z dmuchawca - ochronę ich niewinności. Lecz od wianków tych obwisną korony drzew całego, całego ogrodu.
Będzie i strumyk szemrzący, i szumiąca kaskada, i  źródełko, przy każdym z nich dwa kamienie, a na każdym kamieniu wyryta mała lub duża syrena. Gdzie spojrzeć kora będzie pokryta inicjałami i śmiesznymi pseudonimami, jak: "Trąbka", "Kredka", "Kocham Cię", "Kluska", "Szczerbaty", "Encyklopedia".
A gdy przyjdzie komuś z nich ochota mówić bezgłośnie, znakami, na podorędziu zawsze się znajdzie mrówka; dźwigając liścik powędruje po ramieniu, po dłoni do adresata. A gdy któreś z nich zapragnie cierpienia, wyzwania rzuconego sobie, zatroszczę się o rosłe pokrzywy - rozumie się - kłaść ich liści na języku nie będę wzbraniał.
Wózek mój będzie terkotał rozgłośnie, by słysząc go wśród gęstwiny zdążyli na czas cofnąć i ręce i głowy. Róże będą rosły parami, i nie będzie tragicznych motywów, ani motywu śmierci, ani motywu ironii, przemijania i nędzy. Będę patrzyć z uśmiechem jak dojrzewają dzieci i owoce. A koniec tego poemaciku dopiszę dopiero po latach, między podaniem jednego a drugiego bukietu. Będę mógł wtedy sprawdzić, co się udało, co się nie udało.
A kiedy będę starszy, niż wtedy gdy będę stary (różnica nie będzie większa od laski i ufnego wilczura) może nawet spróbuję założyć wyspę Cytery. Choć nikomu się to nie powiodło, będę miał już doświadczenie, a ponadto moc dobrych chęci i wielu przyjaciół.
Czasem wpadnie jakaś wycieczka szkolna, dzieci rozbiegną się z piskiem, zaś Pani utnie sobie ze mną pogawędkę, a może, kto wie, bukiet kupi.
Zaproszę też czasem wróżkę, by z liści bobkowych fachowo każdemu wróżyła, ile dzieci mieć będzie.
Byłbym zapomniał! Sprzedawać też będę pawie pióra i cytryny do polizania.
A jeśli mi się spodoba, dam komuś drewnianą babę ruską, w najmniejszej postaci ukrywać się będzie sekret jego oblubienicy, albo jej oblubieńca. Lecz choćby nie wiem jaki był lament nie pozwolę zaglądnąć.
Będzie herbaciarnia i pergola ze specjalnego gatunku winogron, które pachną jak las na wiosnę. Ogród mój będzie zamknięty już o dwunastej, żeby mogli przechodzić przez parkan i okazać się siłą wyginając sztachety.
A gdy powracać będą rankiem do domu sen ich będzie krótki, niespokojny, bo szkoła, bo studia, bo profesor jest zgredem, bo rodzice nie rozumieją, a życie nie ma sensu i wszyscy kłamią, bo nie znają prawdy, bo Kafka napisał proces.....
Cmentarz również im zrobię z krzyżami do przewracania. I posągi Woltera, Mickiewicza w każdym kącie ogrodu do rysowania zeza niebieskim flamastrem.
I most wybuduję, pod mostem zawsze przytulniej. Tańce będą co niedziela - wszystko planuję z finezją. By wolność była zupełna, na każdym rozstaju położę rzeźbioną w czaszki i dreszcze maczugę, dwa miecze, dwa pistolety, rękawice bokserskie - do wyboru, dla chętki, do woli. Kościół też będzie - dla śmiechu!
Czasem w nocy usiądziemy w koło, a ja wymierzę wielki reflektor w gwieździste niebo, by patrzeć jak wysoko sięga w mrok nasze szczęście.
Buduję teraz z pudełek zapałek plan zabudowań mojego przyszłego ogrodu i mam pewien problem, bo żadne z nich nie chce stać na krawędzi. Ale to nic nie zmienia. To znaczy tylko, że domy będę musiał przyklejać klejem bardzo dobrym, choć o taki, sam wiem, trudno dzisiaj.....
                                                        Rafał Bryzek

sobota, 9 stycznia 2016

Jeszcze jeden płód dzisiejszej gorącej w mroźnym styczniu pełnej energii nocy

W sam raz dla mądrych i odpowiednio niedojrzałych dzieci w każdym wieku.

Szaleństwo jest wódka bogów 

wychylam się chciwie poza krawędź siebie
zaraz się przyjrzę sobie w pozycji ludzkiego człowieka
mam nadzieję jest jeszcze trochę wódki dla mnie fermenty ludzkości już dawno spleśniały
świat jest brudny jak stara dziewica
nigdy nie dotarł do gogha kafki i wariata bezimiennego twórcy fajnego kawału
statek ten na pomyjach pakietach poszerza granice internet
wybłagam cię niewiedzo wśród tysięcy książek obmacujących mnie tak samo tak samo
tak samo tak samo tak samo tak samo tak samo tak samo tak samo tak samo tak samo

niech kurwa przeszłość zniknie podarunek nicości odgłos wyjącego zoo
co nie pomyśleć by nie wiedzieć nic o sobie
co połknąć narkojęzyki kałuże spermiaste
szczur w moim żołądku popiskuje radośnie
lubi te stany gdy o nim pamiętam....

(pozdrawiam więc wszystkie wolne Duszki
których jest pięć w tej chwili w ludzkości
i dwadzieścia wśród świń hodowanych na kolację z wielką nienawiścią)

                            8.01.2016




Nieobeznanych z tematyką świń zapraszam tutaj:

pl.wikipedia.org/wiki/Test_lustra

tutaj też zapraszam:

allegro.pl/show_user.php?uid=568603

i tutaj:

noce-z-dniami-mylic-ciagle.blogspot.com/

Nowy wiersz:


Stopy mojej ukochanej

Struktury nadprzyrodzone
Są jak blask strząśnięty z nieba
Wylepiony w rzeźbie genów

Przywieram do stóp mojej ukochanej
Dla wyznań miłosnych językiem dotkniętych
Stróżka radosnej magii zawarta w mej ślinie

Oddech stóp Wesołość Boginii I
Poprzez stopy przepływa plazma szczęścia do zarzewia duszy
Jak na falach radiowych niesiona przepiękna piosenka
Niczym klej archanielski odtwarzam źródło śmiechu w moim mózgu

Och! te stopy dotykają polskiego panteonu genów!

                    8.01.2016